Pamiętasz ten moment, kiedy poczułeś głębokie rozczarowanie zachowaniem bliskiej osoby? Kiedy przez głowę przemknęła Ci myśl: "Jak mogłeś mi to zrobić? Przecież tak bardzo ci ufałem". A co, jeśli powiem Ci, że to uczucie – choć bardzo bolesne – nie ma tak naprawdę wiele wspólnego z tą osobą, ale przede wszystkim z Twoim własnym wyobrażeniem na jej temat?
Bardzo często w relacjach nie zakochujemy się ani nie przywiązujemy do realnego człowieka. Zamiast tego kochamy i lubimy swoją własną projekcję – to, kim chcielibyśmy, żeby ta osoba była.
Własna wizja kontra rzeczywistość: Z kim tak naprawdę budujesz relację?
Nasz mózg dąży do bezpieczeństwa i spójności. Często, opierając się na naszych własnych brakach z dzieciństwa czy niezaspokojonych potrzebach, podświadomie nakłada na innych "szablony". Tworzymy w głowie a priori przyjętą i pełną nadziei wizję drugiej osoby.
Jeśli np. brakuje Ci poczucia bezpieczeństwa, w nowym partnerze natychmiast dostrzeżesz "skałę i oparcie", mimo że on sam może być pełen własnych lęków. Dopóki druga osoba wpisuje się w naszą wizję, relacja kwitnie. Problem pojawia się, gdy rzeczywistość – czyli to, jacy ludzie są naprawdę, z ich wadami i słabościami – puka do drzwi.
Nasze międzyludzkie halucynacje: Dlaczego przypisujemy innym cechy, których nie mają?
Projekcja to potężny mechanizm obronny. To taka międzyludzka halucynacja, w której projektujemy swoje lęki, oczekiwania i pragnienia na ekran, którym staje się drugi człowiek. I to wcale nie dotyczy tylko związków romantycznych!
W relacji z rodzicami
Oczekujemy od nich bezwarunkowego zrozumienia, nie dostrzegając, że to dorośli ludzie z własnymi, często nieprzepracowanymi traumami. Złościmy się na wizję "idealnego rodzica", której oni nigdy nie spełnią.
W pracy z szefem
Możemy projektować na niego autorytet ojca, oczekując, że "na pewno doceni nasze starania", i załamywać się, gdy reaguje zwykłym chłodnym profesjonalizmem.
W relacji z przyjaciółmi
Narzucamy im nasze własne standardy zaangażowania, a potem czujemy się zdradzeni, gdy reagują zgodnie z własnym (nie naszym!) temperamentem.
Kiedy te "halucynacje" pękają, pojawia się ból.
Dlaczego rozczarowanie to tak naprawdę moment przebudzenia?
"I czy to nie jest właśnie powód, dla którego się odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda?" – pisze Anthony de Mello w swojej fenomenalnej książce Przebudzenie.
Rozczarowanie nie jest powodem do użalania się nad sobą. To wielka szansa. Kiedy czujesz rozczarowanie, to znak, że właśnie rozpadła się iluzja. Przestajesz kochać lub lubić swoje wyobrażenie o tej osobie i po raz pierwszy masz szansę zobaczyć ją taką, jaka jest naprawdę.
Owszem, o wiele trudniej jest powiedzieć: "Mój sąd o tobie był nieprawdziwy", niż oskarżyć kogoś: "Zawiodłeś mnie". Ale tylko przyznanie przed samym sobą, że to my nałożyliśmy komuś nieadekwatne "filtry", daje nam wolność.
Autonomia w relacjach: Przestań projektować i weź odpowiedzialność za swoje emocje
Dopóki wierzysz, że to zachowanie innej osoby Cię krzywdzi (o ile oczywiście nie mówimy o przemocy, która wymaga jasnego postawienia granic), stawiasz siebie w roli ofiary. Aby budować prawdziwe, głębokie i dorosłe relacje, potrzebujemy wziąć odpowiedzialność za nasze emocje.
Od czego możesz zacząć już dziś?
Złap się na momencie, gdy czujesz rozczarowanie.
Zamiast obwiniać drugą stronę, zapytaj siebie: "Czego właściwie oczekiwałem/am? I czy ta osoba kiedykolwiek obiecała mi, że taka będzie?"
Zrozum, że Twoje oczekiwania to Twój bagaż.
To ty ponosisz odpowiedzialność za to, jakie "scenariusze" w głowie układasz.
Zacznij widzieć ludzi takimi, jakimi są.
Pozwól im być niedoskonałymi.
Rozpoznanie własnych projekcji to proces. Wymaga odwagi do spojrzenia w głąb siebie i odzyskania autonomii. Gdy to zrobisz, przestaniesz walczyć z wyobrażeniami, a zaczniesz wreszcie budować relacje z żywymi ludźmi.
Czujesz, że ten schemat dotyczy Ciebie?
Twoje ciało prawdopodobnie już to wie. Zapisz się na sesję Biologii Totalnej – znajdźmy Twój konflikt programujący i odkodujmy to razem.
Artykuł ma charakter informacyjny i przedstawia perspektywę Biologii Totalnej. Nie zastępuje diagnozy ani leczenia medycznego. Zawsze konsultuj objawy z lekarzem.